Zmobilizowałam się i wreszcie wzięłam paskudy na spacer. Obie naraz co jak wiadomo zawsze przysparza problemów. Do tego towarzyszył nam Tofik znajomej, który z Totem zawsze się lubił bawić, ale to co strzeliło obu kawalerom do głowy dzisiaj to lekka przesada. Obaj panowie nie umieli opanować swojego samczego instynktu i dosiadali się wzajemnie... Nie wiedząc jak poradzić sobie z popędliwością Totka po prostu pozwoliłam im się na sobie wyżyć. To jest pierwszy z punktów mobilizacyjnych, który każe mi pracować z małym yorkiem, którego prawdę mówiąc ostatnio trochę zaniedbałam (mowa tu o socjalizacji).
Nad czym musimy popracować?
Nad wszystkim. Od zachowywania się na krótkich spacerkach na siusiu, gdzie problemem jest niesamowita szczekliwość i zaczepność mojego psa, do bezwzględnego posłuszeństwa na dłuższych przechadzkach, gdzie pies spuszczony ze smyczy powinien błyskawicznie być przy nodze właściciela na zawołanie...
Z Totem wiązałam wielkie nadzieje (frieesbe, mini agility, posłuszeństwo), ale rzeczywistość okazała się jak zwykle mnie rozczarować. Młody ma problemy nie tylko ze skupieniem swojej uwagi na mnie przez więcej niż 2 sekundy, ale także rozprasza go byle szelest i hałas, a na polu każdy pyłek jest atrakcyjniejszy u pani.
Tłumaczyłam sobie, że ten problem da się rozwiązać odpowiednio motywując psa. Jednak Tota kompletnie nie interesują smakołyki, ani tym bardziej zabawki... Trudno, będziemy się dalej starać. A tymczasem zdjęcia:








