U nas? Upały. Od początku tygodnia z braku czasu nie byłam z psimi na ani jednym spacerze. Trzeba to zmienić, może jutro uda mi się wygospodarować wieczorem troszkę czasu.
Tymczasem mając w kieszeni trochę pieniędzy zaszalałam i kupiłam psom cały kilogram ulubionych ciastek i gumowe friesbee od Trixie, aby wreszcie zacząć coś robić z Totkiem. Na początku byłam przerażona, bo młody nie podszedł entuzjastycznie do dziwnego przedmiotu. Trochę wygłupów i na dzień dzisiejszy jesteśmy na takim etapie:
(same zdjęcia straszne, wiem, ale trudno :))Poza tym musiałam kupić dużo innych rzeczy dla pozostałego "inwentarzu", który przy okazji mogę streścić. Na dzień dzisiejszy dzielę mieszkanie z dwoma psami, królikiem Frankiem, myszoskoczkiem Marcelkiem, chomikiem Tuptkiem oraz mysim emerytem Guciem. Więc jest wesoło, zwierzęco i wymagająco czasu, tym bardziej, że w najbliższym czasie będę musiała wyskubać pieniądze na remont myszoskoczkowej klatki, bo zieje pustkami. Renowacja króliczej zakończona sukcesem, mysia i chomicza trzymają się nieźle, tylko ta Marcelkowa jakaś pusta, goła i generalnie widać, że się M nudzi.
Przy okazji wielotematycznej notki muszę rozwiązać dwa główne problemy. Pierwszy to sprawa do załatwienia, czyli skupianie uwagi psów na mnie, natomiast druga to mój koszmar senny, czyli ilość jedzenia pochłanianego przez Tota. A raczej brak tego jedzenia.
Jak Gogo to żarłok, to Toto nie je praktycznie nic. Fakt faktem, że moja jakże inteligentna mama uczyła stwora jeść z ręki i to musimy robić do tej pory, bo zwierz się nie chwyci sam. Owszem, pojedyncze ziarenka karmy, tak dla zabawy zje, dziś doprowadzona do ostateczności dałam mu zwykłe chrupki corn flakes namoknięte w mleku bez cukru, co akurat zjadł ze smakiem, ale wszelakie próby podania mu zestawu ryż+warzywa+mięsko spełzają na niczym... W poniedziałek nawet zmiksowałam taką mieszankę, żeby składniki nie były leiste, ale połączone, ale to nic nie zmieniło. Niby dostaje witaminy, żeby całkiem go nie osłabiło, karmę przyjmuje z ręki + jakieś co smaczniejsze kąski jako smakołyki, ale uważam, że jeden posiłek powinien zjadać sam. Dziś były to akurat te nieszczęsne płatki, zdaje sobie sprawę, że to nie jest odpowiedni pokarm dla psa, ale musiał coś zjeść. Głodówki na niego nie działają, szuka sobie zajęcia, żeby nie być głodnym i tak nie je po dzień, dwa, a potem moja mama nie wytrzymuje i dokarmia Go z ręki, co akurat je chętnie. Załamuję ręce już. Kolejny punkt do listy "Co muszę zrobić we wakacje?". Jak tak dalej pójdzie, to nie wyrobię się do Świąt Bożego Narodzenia.
Dobranoc.
Przy okazji wielotematycznej notki muszę rozwiązać dwa główne problemy. Pierwszy to sprawa do załatwienia, czyli skupianie uwagi psów na mnie, natomiast druga to mój koszmar senny, czyli ilość jedzenia pochłanianego przez Tota. A raczej brak tego jedzenia.
Jak Gogo to żarłok, to Toto nie je praktycznie nic. Fakt faktem, że moja jakże inteligentna mama uczyła stwora jeść z ręki i to musimy robić do tej pory, bo zwierz się nie chwyci sam. Owszem, pojedyncze ziarenka karmy, tak dla zabawy zje, dziś doprowadzona do ostateczności dałam mu zwykłe chrupki corn flakes namoknięte w mleku bez cukru, co akurat zjadł ze smakiem, ale wszelakie próby podania mu zestawu ryż+warzywa+mięsko spełzają na niczym... W poniedziałek nawet zmiksowałam taką mieszankę, żeby składniki nie były leiste, ale połączone, ale to nic nie zmieniło. Niby dostaje witaminy, żeby całkiem go nie osłabiło, karmę przyjmuje z ręki + jakieś co smaczniejsze kąski jako smakołyki, ale uważam, że jeden posiłek powinien zjadać sam. Dziś były to akurat te nieszczęsne płatki, zdaje sobie sprawę, że to nie jest odpowiedni pokarm dla psa, ale musiał coś zjeść. Głodówki na niego nie działają, szuka sobie zajęcia, żeby nie być głodnym i tak nie je po dzień, dwa, a potem moja mama nie wytrzymuje i dokarmia Go z ręki, co akurat je chętnie. Załamuję ręce już. Kolejny punkt do listy "Co muszę zrobić we wakacje?". Jak tak dalej pójdzie, to nie wyrobię się do Świąt Bożego Narodzenia.
Dobranoc.













