Więc korzystając z wręcz cudownej pogody (bezchmurne niebo i 27 stopni na termometrze) wybrałam się dziś nad rzekę Dunajec ze znajomymi, a towarzyszył nam Toto i nasz psi kolega Tofik.
Najgorsza była droga nad samą rzekę. Toto zachwycony i podniecony wizją bliższych kontaktów z Tofikiem (jak wspominałam dwie notki wcześniej - obu panów łączą relacje dość... kontrowersyjne) piszczał w autobusie niemiłosiernie, a całą drogę, którą musieliśmy przebyć pieszo rwał się do psiego kolegi.
Jednakże wreszcie dotarliśmy, rozbiliśmy "obóz" i psy zostały spuszczone ze smyczy. No właśnie, i tutaj drodzy psiarze proszę Was o radę.
Toto i Tofik znają się od pierwszych spacerów małego. Na początku ograniczali się do zabaw typowo psich, jednak potem mieli dłuższą przerwę w widzeniu i parę dni temu zobaczyli się po tym czasie. I tutaj pojawia się problem, bowiem dobrzy koledzy od tego czasu prawie cały czas się molestują. Non stop. Wtedy Toto się "wyłącza" i praktycznie nie reaguje na nic - na wołanie, na czynniki zewnętrzne, nic. Psy są do tego stopnia "napalone", że potrzebują wyżyć się na sobie do momentu wyczerpania i dopiero wtedy zaczynają normalnie funkcjonować, a i tak co jakiś czas się wzajemnie prowokują (dziś znacznie częściej prowokował Tocika większy kolega).
I nie mam pojęcia co z tym zrobić. Jakieś rady? Poza kastracją, bo tego chciałabym uniknąć. Nie, nigdy w życiu nie planuje rozmnażać Totka, ale wolałabym inny sposób.
Bo w momentach, gdy psy się nie zajmowały swoimi "sprawami", a ja nie korzystałam z dobrodziejstw wody Totek bardzo fajnie się skupiał, klikaliśmy, sztuczkowaliśmy, nawet zauważyłam cień, słabiutki cień zainteresowania szarpaczkiem, a warto tu dodać, że Tota nie interesują zabawki na dworze. Potem młody chętnie właził za mną do wody, wskakiwał na ręce i ogólnie wymagał uwagi. :)
Generalnie tak zmęczyłam drania, że jak doszedł do przystanku to usnął mi na kolanach i obudziłam go dopiero jak wyszliśmy z autobusu. A przeszliśmy dziś sporo, oj sporo. Z domu na przystanek, z zajezdni w Tarnów - Mościcach do samego Ostrowa przez Kępę Bogumiłowicką, potem wyszalał się nad rzeką i z powrotem ta sama trasa. :)
A Goguś? Ze względu na to, że podróżowanie z dwoma psami autobusem i ogólnie pokonywanie takiej trasy z dwoma psami z czego jeden ma ochotę na kontakty cielesne z trzecim psem, a drugi za wszelką cenę chce wrócić do domu to sport ekstremalny. Poza tym G. źle znosi upały i długie trasy więc korzystając z okazji zabrał się z moim tatą nad staw, gdzie "we dwójkę" wędkowali, co akurat mój staruszek kocha. Więc nie można powiedzieć, że siedział w domu, bo cały dzień spędził nad stawem.
Tot starł sobie na dodatek pazurki w tylnych łapkach, więc się przestraszyłam, bo trochę krwi było, ale sytuacja opanowana, a psiej od godziny 19 (kiedy wróciliśmy) do teraz śpi jak zabity. Teraz natomiast moja ulubiona część każdej notki - zdjęcia!




A tak wygląda zmęczony Toto ♥

Może to dominacja (hormony itd.) albo Toto chce w ten sposób wyładować swoją energię. Często zdarza się, że psy, które nie mają jak wyładować energii zaczynają "kopulować" z pluszakami, poduszkami, nogą właściciela, więc może z innymi psami też?
OdpowiedzUsuńA co do kastracji. Fajnie, że Totek zaczyna się lepiej skupiać, a mnie wydaje się, że kastracja jeszcze bardziej by mu w tym pomogła. To nic strasznego, moja Tosia jest po sterylce i Gin też to czeka.