Żyjemy! Naturalnie, choć pogoda paskudna i nie mamy na nic chęci. Nawet zwykłe wyjście "na siku" to walka z samym sobą i swoją niechęcią do takiej aury. Nawet ja zamiast aktywnie wypoczywać i spalać kilogramy póki wakacje - siedzę i nawet teraz wcinam paluszki. Paranoja.
Zmieniłam także image bloga. Teraz zamiast... oczojebnej, karcianej czerwieni i szarości dominują tutaj lekkie błękity, biele i gołębie odcienie. Ostatnio właśnie w takie barwy i klimaty mnie ciągnie.
Na sobotę planuję wypad ze znajomymi i ich psami. Pierwotny skład to york x2, labrador x1, mieszaniec x2 i może mój wredny jamnik, na szczęście jeden... Poza tym mam też parę planów, które wymagają realizacji, ale żeby je zrealizować potrzebuję entuzjazmu. Więcej napiszę w sobotę, jak już uzgodnię ew. działania z resztą "zapsieńców".
I po sobocie także postaram się napisać kolejną publikację, tym razem bogatą w zdjęcia :)