wtorek, 7 czerwca 2011

Mowa - Trawa o mało ważnych sprawach.

... czyli z braku laku piszemy bez sensu, byleby tylko pisać i nie dopuścić do dłuższych przerw. :)
U nas? Upały. Od początku tygodnia z braku czasu nie byłam z psimi na ani jednym spacerze. Trzeba to zmienić, może jutro uda mi się wygospodarować wieczorem troszkę czasu.
Tymczasem mając w kieszeni trochę pieniędzy zaszalałam i kupiłam psom cały kilogram ulubionych ciastek i gumowe friesbee od Trixie, aby wreszcie zacząć coś robić z Totkiem. Na początku byłam przerażona, bo młody nie podszedł entuzjastycznie do dziwnego przedmiotu. Trochę wygłupów i na dzień dzisiejszy jesteśmy na takim etapie:

(same zdjęcia straszne, wiem, ale trudno :))

Poza tym musiałam kupić dużo innych rzeczy dla pozostałego "inwentarzu", który przy okazji mogę streścić. Na dzień dzisiejszy dzielę mieszkanie z dwoma psami, królikiem Frankiem, myszoskoczkiem Marcelkiem, chomikiem Tuptkiem oraz mysim emerytem Guciem. Więc jest wesoło, zwierzęco i wymagająco czasu, tym bardziej, że w najbliższym czasie będę musiała wyskubać pieniądze na remont myszoskoczkowej klatki, bo zieje pustkami. Renowacja króliczej zakończona sukcesem, mysia i chomicza trzymają się nieźle, tylko ta Marcelkowa jakaś pusta, goła i generalnie widać, że się M nudzi.

Przy okazji wielotematycznej notki muszę rozwiązać dwa główne problemy. Pierwszy to sprawa do załatwienia, czyli skupianie uwagi psów na mnie, natomiast druga to mój koszmar senny, czyli ilość jedzenia pochłanianego przez Tota. A raczej brak tego jedzenia.
Jak Gogo to żarłok, to Toto nie je praktycznie nic. Fakt faktem, że moja jakże inteligentna mama uczyła stwora jeść z ręki i to musimy robić do tej pory, bo zwierz się nie chwyci sam. Owszem, pojedyncze ziarenka karmy, tak dla zabawy zje, dziś doprowadzona do ostateczności dałam mu zwykłe chrupki corn flakes namoknięte w mleku bez cukru, co akurat zjadł ze smakiem, ale wszelakie próby podania mu zestawu ryż+warzywa+mięsko spełzają na niczym... W poniedziałek nawet zmiksowałam taką mieszankę, żeby składniki nie były leiste, ale połączone, ale to nic nie zmieniło. Niby dostaje witaminy, żeby całkiem go nie osłabiło, karmę przyjmuje z ręki + jakieś co smaczniejsze kąski jako smakołyki, ale uważam, że jeden posiłek powinien zjadać sam. Dziś były to akurat te nieszczęsne płatki, zdaje sobie sprawę, że to nie jest odpowiedni pokarm dla psa, ale musiał coś zjeść. Głodówki na niego nie działają, szuka sobie zajęcia, żeby nie być głodnym i tak nie je po dzień, dwa, a potem moja mama nie wytrzymuje i dokarmia Go z ręki, co akurat je chętnie. Załamuję ręce już. Kolejny punkt do listy "Co muszę zrobić we wakacje?". Jak tak dalej pójdzie, to nie wyrobię się do Świąt Bożego Narodzenia.

Dobranoc.

8 komentarzy:

  1. Co do Twojego pytania pod moją notką dot. aportu:

    Ginny nigdy nie miała problemów z zabawą na dworze. Tzn. w notce opisywałam, że przy rozproszeniach bawiła się, ale z mniejszym zaangażowaniem (i np. przy nagłej dekoncentracji przerywała zabawę i trochę się trzeba było wysilić, żeby do niej wróciła, no i generalnie o dłuższej zabawie nie było mowy, teraz 1h zajęć potrafi pracować na zabawkę, ma prawie 10 miesięcy), bo ta zabawa w gruncie rzeczy AŻ tak jej się nie podobała, jak teraz. Od szczeniaka wyciągałam zabawki i zabierałam ją na dwór, najpierw bawiłyśmy się w ogródku (gdzie zupełnego braku rozproszeń nie ma, bo za ogrodzeniem biegają dobermanki, które drą ryja przy pierwszej lepszej okazji i Gin się ich bała, teraz już jej zwisają). Potem zabierałam zabawki na spacery u nas na wsi i do miasta ;). Z tymże na spacery zawsze wybierałam zabawki "najlepsze", takie, które Gin serio uuuuuwielbia, a były to lisie ogonki na linkach (miałam dwie sztuki, kiedyś dostałam od koleżanki dla Tosi, nawet Tosia czasami się tymi ogonkami próbowała bawić, więc Twój terrier pewnie oszalałby z radości :)). No i z czasem to się zaczynało umacniać, a punkt kulminacyjny był właśnie w maju, kiedy p. Agnieszka pokazała mi, jak właściwie bawić się z psem (bo ja ponoć traktowałam ją jak szmatę :P).

    A co do przynoszenia zabawki, to ja bym zrezygnowała teraz z rzucania. Najpierw dojdź do tego, żeby szarpał się na zewnątrz, jak to Ci wyjdzie, to próbuj rzucać. Wtedy szarpanie jest nagrodą za przyniesienie zabawki, a właściwie powinno być głównym celem psa, tzn. pies przynosi zabawkę, bo chce się szarpać. Możesz też spróbować z wymianą, musisz mieć wtedy dwie, identyczne zabawki. Rzucasz jedną zabawkę, pies przynosi, pokazujesz drugą, szarpiesz się, rzucasz pierwszą itd.
    Nie ucz puszczania na komendę, jeśli przestaniesz się szarpać z psem i zabawka znieruchomieje, to pies sam ją puści.

    http://i297.photobucket.com/albums/mm205/Nicka0/BayandGi/11.jpg
    Tutaj Gin z lisim ogonkiem w parku warszawskim, miała wtedy 8 tygodni.

    Fajnie, że Totek jednak zainteresował się dyskiem :).
    Zazdroszczę też posiadania innych zwierzątek, niż psowate ;). Co prawda chyba jednak nie chciałabym mieć znów "klatkowego" zwierza, ale czasem myślę sobie, że fajnie by było mieć jakiegoś futrzaka, który nie jest psem.
    Za to psa niejadka nie zazdroszczę, u mnie obie suki to straszne żarłoki. Gin jest w stanie zjeść wszystko co jej dasz, Tosia już nie bardzo, ale jak Toś widzi, że Gin coś je, to ona na ogół też się do tego przekonuje (w końcu cudze zawsze lepsze ;D).

    OdpowiedzUsuń
  2. Wpadłam na Twojego(właściwie to Waszego) bloga, przez przypadek. Psiaki masz śliczne, to na początek.

    A co do Totka( to ten york, o ile dobrze wyczytałam?).Jeżeli to york, to Ci powiem, że z doświadczenia wiem, iż to niejadki. Suczka mojej przyjaciółki i sąsiadki zarazem jest właśnie takiej rasy. Próbowałyśmy różnych metod, w końcu powiedziałyśmy dość, chcesz to jedz, nie to nie. I tyle, jada, jak jest głodna. Tylko, że karmę teraz Paula kupuje w jak najmniejszych woreczkach, za każdym razem inną, żeby się Lucy nie znudziło. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz jakiś problem z blogiem, bo komentowanie ze strony głównej nie działa.

    Co do nie-jedzenia. Im bardziej go karmicie, tym bardziej uczycie go, że ma jeść tylko z ręki. Nigdy nie zacznie jeść sam, jeśli będziecie co chwila dawać mu coś innego, będzie wybrzydzał, wkrótce znudzą mu się płatki i inne wygibasy i będzie płacz, że pies w ogóle nic nie je.
    Ja bym go porządnie przegłodziła. Nawet 3-4 dni, po 3 dniach wystawiłabym miskę na 10min. Jeśli nie zje - zabrałabym. I dała dopiero następnego dnia. Żadnych smakołyków do tego, żarcie raz dziennie. Pies sam się nie zagłodzi, więc dopóki mu nie postawicie ultimatum - jesz, albo nie dostajesz w ogóle to on nie będzie jadł. W tej chwili skutecznie chwalicie go za wybrzydzanie i cudowanie przy żarciu.

    OdpowiedzUsuń
  4. A, myszoskoczkowi przydałby się raczej kumpel niż renowacja klatki, bo to zwierzę silnie stadne, a w momencie pozbawienia go kontaktu z innymi przedstawicielami gatunku robimy mu krzywdę. Jeśli nie możesz mieć przynajmniej dwóch myszoskoczków radziłabym go oddać, komuś kto może mieć ich kilka i umie je odpowiednio połączyć. Myszoskoczek potrzebuje towarzystwa w klatce tak samo jak miski, czy poidełka, a człowiek nigdy nie jest w stanie zastąpić mu drugiego myszoskoczka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ładny kolorek frisbee macie. Fajnie się przeciąga ;)
    Twój piesio jest super śliczny !
    Wybieracie się może na obóz z Wandrusem ? Bo my tak - na 4 turnus :) Nie mogę się już doczekać ! Odpisz na moim blogu ;)
    U nas upałów nie było - burze , zimno i deszcze i trochę słońca .
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  6. śliczne psy :)
    zapraszam do siebie
    www.mojretriever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja własnie zaczne uczyć moją psinę Frisbee :)
    CIekawy post

    Zapraszam do siebie , gdyż u mnie nowy POST

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz ślicznego "szczurka" ;-)
    Masz fajnie-duże ZOO,tyle zwierząt to na bank wesoło.

    OdpowiedzUsuń